Współczesna wieś kobiet - bohaterkami tekstu są Wiola Piwowarska, Alina Jeleń i Monika Roszak. "Newsweek Psychologia" 5/2022

Źródło: Tekst dla magazynu "Newsweek Psychologia" 5/2022. Opublikowano za zgodą redakcji.
Fot. Olena Herasym
CYKL:
, CZYLI ŚWIAT RÓWNEJ GODNOŚCI
Organizują spotkania świąteczne, warsztaty, seanse filmowe czy wspólne wypady do miasta. Wiejskie wspólnoty kobiet i ich liderki sprawiają, że życie na wsi zmienia się na dobre
Tekst: Grażyna Zenowicz
Wiola Piwowarska mieszka w niewielkiej liczącej sobie niespełna 500 mieszkańców wsi Wiązownica-Kolonia w powiecie staszowskim w Świętokrzyskiem. Alina Jeleń pochodzi ze Starogardu Gdańskiego, ale od lat jest mieszkanką wsi Koteże na pomorskim Kociewiu, historycznej krainie na skraju Borów Tucholskich. Z kolei Monika Roszak urodziła się w Poznaniu, ale od zawsze wakacje spędzała na wsi u babci, gdzie z fascynacją podglądała życie tamtejszych kobiet. Dziś mieszka w podpoznańskiej wsi Chludowo.
Te trzy kobiety, żyjące na wsiach w różnych zakątkach Polski, łączy coś ważnego – są zapalonymi społeczniczkami działającymi na rzecz wspierania i rozwoju kobiet w lokalnych społecznościach. Rola i pozycja kobiety na wsi w ostatnich latach szybko się zmienia. Jak wynika z przeprowadzonego w 2019 r. badania na zlecenie BNP Paribas, aż 70 proc. kobiet mieszkających na wsi jest zadowolona ze swojego miejsca do życia, a aż 90 proc. nie zamierza go zmieniać. Jednocześnie, nieco wcześniejsze badanie przeprowadzone przez Krystynę Krzyżanowską ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego pokazuje, że kobiety sporo by jeszcze w swoim wiejskim życiu chciały zmienić na lepsze – np. zwiększyć dostępność żłobków i przedszkoli czy mobilność.
Najbardziej brakuje kobietom na wsi wolnego czasu. Wiele osób, zwłaszcza z dużych miast ma zakorzeniony w głowie nieprawdziwy obraz wsi. - Kobiety noszą w nim chustki na głowie i przesiadują leniwie na ławeczkach, plotkując o sąsiadkach. - A przecież wieś to głównie ciężka praca, a kobiety całymi dniami pracują na etatach lub w swoich gospodarstwach. To one też najczęściej prowadzą skomplikowaną dokumentację wymaganą od dzisiejszych rolników. A przy tym wszystkim znajdują czas i energię na zrzeszanie się i działalność społeczną. To one budują – w sensie społecznym – wieś, integrują ją, zmieniają – mówi Monika Roszak, prezeska fundacji Roll-na.
Kobiety często działają w różnych wiejskich stowarzyszeniach, które stanowią odskocznię od codziennych obowiązków, zapewniają towarzystwo, wsparcie, możliwość rozwoju pasji. A czasem po prostu są po to, żeby się spotykać, napić kawy i poczuć, że życie nie kręci się tylko między domem a obejściem. - Uczymy się, jak wygospodarować czas dla siebie, i tego, że mamy prawo do wolnego czasu. Bo nadal dla wielu kobiet mieszkających na wsi to wcale nie jest takie oczywiste – mówi Wiola Piwowarska z Fundacji PasjoDzielnia.
Dobre początki
Kiedy Monika Roszak, współpracując przed laty z rolniczym wydawnictwem, dostała zadanie nawiązania współpracy z wiejskimi organizacjami kobiecymi, nie przypuszczała, że odkryje rzeczywistość, o której nie miała wcześniej pojęcia. - Przekonałam się, że na wsi wręcz buzuje organizowane przez kobiety życie społeczne, sama dotarłam do ponad 5 tys. organizacji, a to tylko mały wycinek całości, samych Kół Gospodyń Wiejskich (KGW) jest przecież blisko 10 tys. Do tego stowarzyszenia, fundacje, grupy niezrzeszone itp. - opowiada - To potężna rzesza kilkuset tysięcy zaangażowanych społecznie kobiet, które będąc matkami, żonami, pracując zawodowo lub prowadząc gospodarstwa, znajdują czas i energię na wspólne działania dla dobra swoich wsi. Oczywiście sama też zapisałam się do naszego KGW – wspomina.
Alina Jeleń smykałkę i zapał do działalności społecznej ma we krwi. Zaledwie dwa miesiące po przeprowadzce na wieś została wybrana sołtyską. Miała wtedy nieco ponad 20 lat, została więc jednocześnie najmłodszym sołtysem w kraju. – Potem, 15 lat temu, powstało stowarzyszenie Kwiaty Kociewia, a mi zaproponowano stanowisko prezes, które piastuję do dzisiaj. Zajmujemy się szeroko pojętym rozwojem kobiet na wsi, prowadzimy najróżniejsze projekty edukacyjne z różnych dziedzin, w tym zdrowia. Ostatnio np. mieliśmy spotkania dotyczące problemu nietrzymania moczu. Obecnie koordynujemy program solidarności polsko-ukraińskiej – opowiada Alina.
Wiola również działa społecznie od lat. - Nasza fundacja PasjoDzielnia, którą tworzę z przyjaciółką Małgosią Skwarzec, adresuje swoje działania do kobiet. Odbiorczyniami nie są tylko mieszkanki Wiązownicy, ale również pobliskich miasteczek i wiosek z terenu całego powiatu. Chodziło nam o stworzenie przestrzeni, gdzie można by się z jednej strony podzielić doświadczeniami czy problemami, a z drugiej zwyczajnie rozerwać, lub dowiedzieć czegoś ciekawego – mówi prezeska PasjoDzielni.
Działaczki w każdej wsi wiedzą, że kobiety decydujące się na życie poza miastem powszechnie stykają się z problemem wykluczenia komunikacyjnego i wynikającymi z tego problemami. Najważniejszy z nich to dostęp do edukacji i innych rzeczy oferowanych przez miasto. - Młode dziewczyny, idąc do szkoły średniej czy na studia, przez brak odpowiednich połączeń komunikacyjnych, zmuszone są do przeprowadzki do miast. A po zakończeniu nauki nie widzą już możliwości powrotu na wieś. Nie ma tu dla nich pracy, a oferta kulturalna i w ogóle możliwości życiowe są nieporównywalne z tym, do czego przywykły w miastach. Stowarzyszenia próbują odwrócić albo przynajmniej zatrzymać ten trend – mówi Monika Roszak.
Między innymi taki cel przyświeca Fundacji Roll-na. Monika założyła ją z grupą osób, wśród których są naukowcy, medioznawcy i aktywne społecznie kobiety ze wsi. - Naszym celem jest wspieranie tej ogromnej oddolnej fali kobiecych działań – tłumaczy prezeska Fundacji. - Pomagamy też technicznie, np. w opracowywaniu różnych wniosków o dotacje czy granty, w nawiązywaniu współpracy między organizacjami z różnych miejsc. Tworzymy platformę „Nawzajem”, która będzie prezentować kobiety ze wsi, to co robią, doceniać je i pokazywać światu, łamiąc krzywdzące stereotypy.
Zapełnione kalendarze
Dzięki tym kobietom na wsiach dzieje się coraz więcej ciekawych rzeczy. Jednym z flagowych przedsięwzięć PasjoDzielni jest coroczny bieg wDECHErun, który swój start i metę ma w starej stodole. - Cieszy się on dużą popularnością - numery startowe rozchodzą się w ciągu doby, mimo że praktycznie nie oferujemy żadnych wartościowych nagród – mówi Wiola Piwowarska. - Co roku na biegu pojawiają się pasjonaci biegów i ci początkujący, i wprawieni biegacze ultramaratonów. W tym roku gościliśmy u siebie biegaczy i biegaczki aż z 6 województw.
Inne ważne wydarzenia, które organizuje PasjoDzielna to koncentrujące się na różnych aspektach praw człowieka i praw kobiet przeglądy filmów kina niezależnego, połączone z prelekcjami i rozmowami z ekspertami. Jak zapewnia Wiola, chociaż tematyka filmów jest ciężka i mało popularna w wiejskiej społeczności, to 35-osobowa sala kinowa w pasjodzielniowej stodole zawsze wypełniona jest po brzegi. Kolejnymi ważnymi wydarzeniami są survivale dla kobiet, wzmacniające relacje siostrzane i dające czas na zadbanie o swój dobrostan, oraz survivale dla rodzin, tworzące przestrzeń na zadbanie o relacje rodzic-dziecko.
Kobiety poszerzają też swoje kompetencje w różnych dziedzinach i organizują spotkania edukacyjne z ciekawymi ludźmi. - Ostatnio np. rozmawialiśmy o języku inkluzywnym, innym razem o zmianach klimatycznych, a jeszcze innym z glacjologiem o lodowcach – wspomina Wiola. Kobiety z PasjoDzielni organizują też wydarzenia odpłatne, m.in. warsztaty rękodzielnicze, warsztaty dla kobiet działających społecznie czy wizyty studyjne. - Te działania to dla nas szansa na pozyskanie funduszy na kolejne inicjatywy, ale również czas na rozwój, relaks i satysfakcję, że robimy coś, co naprawdę lubimy - dodaje.
Na psychologiczne korzyści z przynależności do wiejskiej wspólnoty zwraca też uwagę Alina Jeleń. - Nasze stowarzyszenie to nie tylko instytucja społeczna, ale też rodzaj klubu towarzyskiego kobiet, które po prostu dobrze się ze sobą czują i lubią ze sobą przebywać – mówi prezeska Kwiatów Kociewia. Budowaniu wspólnoty służą spotkania i wyjazdy do sąsiednich wsi. - Wrzesień to w naszym regionie okres dożynek, w czasie których odwiedzamy te imprezy, które organizują nasze koleżanki sołtyski. Z kolei grudzień to czas najróżniejszych spotkań przedświątecznych. Właściwie mamy kalendarz zapełniony do końca roku – opowiada Alina Jeleń.
Precz ze stereotypami
Wszystkie kobiety podkreślają, że wieś w ostatnich dziesięcioleciach bardzo się zmieniła, zbliżyła poziomem życia do miasta. Choć oczywiście nie wszędzie tak samo i nie we wszystkich aspektach.
- Duża część naszej działalności to działania związane z przełamywaniem stereotypów, czy raczej wspieraniem kobiet w ich przełamywaniu – mówi Alina Jeleń. Bo chociaż mamy w stowarzyszeniu świetne babki, a kobiety na wsi przeszły w ostatnich latach prawdziwą rewolucję, to otoczenie wciąż wpycha je w stare ramy. Na wsi w wielu dziedzinach rozwój kobiet blokują stare, skostniałe struktury społeczne
– mówi Alina Jeleń.
Monika Roszak ma podobne obserwacje. - Wciąż dla wielu kobiet KGW to jedyne akceptowalne społecznie miejsce poza domem, alibi dla wyjścia poza tradycyjną rolę, dające możliwość otrzymania wsparcia od innych kobiet i zajęcia się czymś poza rodziną czy gospodarstwem. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich pań, tylko tych, żyjących w bardzo patriarchalnych domach – mówi prezeska Fundacji Roll-na.
W wielu wiejskich domach wciąż pokutuje przekonanie, że kobieta przede wszystkim jest matką, żoną i gospodynią, a nie mającącym swoje potrzeby człowiekiem. A zamiast tracić czas na kino czy sport, powinna zajmować się dziećmi, domem i podwórkiem, ewentualnie pracą. - Dlatego wspólne wyjazdy do miasta na basen, czy organizacja treningów tu u nas na miejscu – są dla nas bardzo ważne.
Staramy się pokazać, że to tradycyjne siedzenie w domu to nie jedyny model życia, jaki dostępny jest dziewczynom na wsi
– przekonuje Wiola Piwowarska.
Aż chce się żyć
Alina przyznaje, że uwielbia działanie. - Przynosi mi to tak dużą satysfakcję, ze czasem żartuję, że robię to z czystego egoizmu. Wydaje mi się, że jak ktoś urodził się z duszą społecznika, to zwyczajnie nie umie nie działać. Oczywiście, czasami mam chwile załamania, zwykle wtedy, gdy ktoś nam rzuca kłody pod nogi, albo trafiamy na jakąś przeszkodę, której nie możemy pokonać – mówi. Te którkie chwile zwątpienia szybko jednak przechodzą. I wciąż, po 15 latach działania prospołecznego nie czuje się wypalona.
Ze względu na życie w małej społeczności, kobietom na wsi bardzo łatwo przychodzi budowanie wspólnot wokół jakiegoś działania czy idei. - Zwykle wszystkie się już dobrze znają, mają podobne, problemy, dzieci w tej samej szkole, a to wszystko sprzyja integracji i budowaniu więzi – mówi Monika Roszak. Jest na pewno pewien problem z wymianą pokoleniową, znalezieniem następczyń, ale w wielu miejscach sobie z tym już poradzono. Zdaniem Moniki Roszak, koła gospodyń wiejskich, które obecnie przeżywają prawdziwy renesans, doskonale dostosowują się do wymagań współczesności. Dołączają do nich młode dziewczyny, którym starsze działaczki oddają trochę pola, dają przestrzeń do działania. I to się doskonale sprawdza, a stare z młodym świetnie się uzupełnia.
Praca społeczna daje działaczkom mnóstwo osobistej satysfakcji. - Uwielbiam z nimi pracować i w ogóle się spotykać. To, że po ciężkiej pracy chce im się jeszcze czynić dobro, działać bezinteresownie, sprawia, ze są dla mnie wzorem i moimi bohaterkami
– przyznaje Monika Roszak.