Sołtyski z Facebooka. Na czym polega tworzenie lokalnej wspólnoty – mówi Marta Smejda, sołtyska sołectwa Wolbórz. "Newsweek Psychologia" 2/2023

Źródło: wywiad dla magazynu "Newsweek Psychologia" 2/2023. Opublikowano za zgodą redakcji.
Fot. Olena Herasym
CYKL: , CZYLI ŚWIAT RÓWNEJ GODNOŚCI
Sołtyski z Facebooka.
Jesteśmy dla mieszkańców powiernikami ich problemów, rzecznikami i pomocnikami w załatwianiu spraw, z którymi sami nie mogą sobie poradzić. Pojedyncze przypadki pomocy i wspólne rozwiązywanie drobnych spraw bardzo scala ludzi. Moim zdaniem, na tym właśnie polega tworzenie lokalnej wspólnoty. W tym też widzę największą wartość i radość z bycia sołtyską.
Rozmawia: Małgorzata Mierżyńska
Małgorzata Mierżyńska: Jest pani pomysłodawczynią inicjatywy, która ma jednoczyć i wzmacniać polskie sołtyski. W czym trzeba je wzmacniać?
Marta Smejda: Z naszych obserwacji wynikało, że sołtyski często obejmują funkcję bez żadnego przeszkolenia. Nie wiedzą nawet, że istnieje statut sołectwa, według którego powinny działać. Widzimy też ich dużą nieśmiałość w wyrażaniu własnych opinii. Na wsi ciągle jeszcze pokutuje stereotyp, że sołtys to pan z wąsem w słusznym wieku. Gdy więc w tym miejscu pojawia się młoda kobieta, nie zawsze od razu zdobywa autorytet i szacunek należny tej pozycji. Doszłyśmy do wniosku, że trzeba im w tym pomóc. Chcemy więc je wzmocnić merytorycznie, szkoląc z zasad funkcjonowania sołectwa, gminy i powiatu oraz praw, na których mogą oprzeć swoje działania. Pomagamy im też doskonalić kompetencje miękkie i umiejętność wystąpień publicznych. Sołtyska musi umieć zachować się w trudnych sytuacjach, panować nad stresem i radzić sobie z hejtem. Organizujemy też wiedzowo - szkoleniowe webinary i tworzymy networking w sieci, bo najlepiej uczyć się poprzez wymianę doświadczeń. W grupie, którą założyłyśmy na Facebooku mamy już ponad 1400 sołtysek. Oprócz tego, raz w miesiącu spotykamy się na tzw. sołecką kawkę. To czas, który przeznaczamy na wymianę przydatnych informacji. Opowiadamy sobie też o problemach, z jakimi się mierzymy i wzajemnie podpowiadamy, jak można je rozwiązywać.
Z ustawy sołeckiej wynika, że sołtyska pełni funkcję pośrednika między mieszkańcami wsi a gminą w sprawach administracyjnych i samorządowych oraz reprezentuje sołectwo na zewnątrz. To teoria, a jak wygląda praktyka? Kim jest tak naprawdę na co dzień dla mieszkańców?
Formalnie rzecz biorąc jest rodzajem urzędnika, choć nie ma obowiązków statutowych. Posiada za to pewne kompetencje wynikające z ustawy sołeckiej. W praktyce, oprócz pobierania podatków i przekazywania mieszkańcom gminnych okólników, sołtyski wykonują różne zadania. Te, z którymi współpracujemy w grupie, to są prawdziwe gospodynie swoich miejscowości i animatorki społeczności lokalnych. Z doświadczenia wiem, że jesteśmy dla mieszkańców kimś w rodzaju powiernika ich problemów, rzecznika i pomocnika w załatwianiu spraw, z którymi sami nie mogą sobie poradzić. To jest taka praca u podstaw.
Moim zdaniem, na tym właśnie polega tworzenie lokalnej wspólnoty. W tym też widzę największą wartość i radość z bycia sołtyską.
Co jest najważniejsze w budowaniu wspólnoty?
Najlepiej sprawdza się indywidualne podejście. Jak patrzę na cały wachlarz działań, jakie dotychczas podejmowałam, to najbardziej cieszą mnie małe sprawy, na przykład to, jak dzięki mediom społecznościowym, które prowadzę, udało mi się odnaleźć komuś psa czy konia, który zginął. Takie pojedyncze przypadki pomocy i wspólne rozwiązywanie drobnych
spraw bardzo scala ludzi. Wiem, że mieszkańcy, którym pomogłam przyjdą, kiedy ja ich o to poproszę i będą się angażować we wspólne projekty. Możemy nie zgadzać się światopoglądowo, mieć odmienne zdanie w różnych sprawach, ale cały czas podkreślam, że musimy budować przestrzeń, w której obok siebie żyjemy, naszą małą ojczyznę. Jesteśmy tu i teraz razem. Zaangażowanie ludzi wokół wspólnych spraw to jest też mój sposób na budowanie tolerancji i otwartości na innych.
Dawniej sołtysem zostawał najbogatszy i najbardziej poważany gospodarz we wsi. Teraz te reguły przestały obowiązywać?
Obraz sołtysa mocno się zmienił. To funkcja społeczna, nieodpłatna. Kiedyś wiązała się z prestiżem. Jednak przez ostatnie kilkanaście lat została sprowadzona głównie do roznoszenia decyzji podatkowych. Zmalał też drastycznie jej prestiż. Mężczyźni rzadziej więc o nią zabiegają. Idą przede wszystkim tam, gdzie są pieniądze i władza, czyli do rad gminnych. W zwalnianą przez nich przestrzeń zaczęło wchodzić coraz więcej kobiet. Swój renesans przechodzą także koła gospodyń wiejskich. Tyle, że teraz zaczynają one zupełnie inaczej wyglądać. Oprócz tego, że kobiety chcą pielęgnować tradycje, kupują sobie stroje ludowe, to
organizują także zajęcia z jogi i nordic walking, stają się coraz bardziej wyemancypowane i ciekawe świata. Odważniej wychodzą z tradycyjnych ról społecznych żony, matki i opiekunki, stają się bardziej świadome swoich praw i coraz mądrzejsze. Przestają skupiać się wyłącznie na rodzinie. Częściej chcą uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności i biorą jej sprawy w swoje ręce.
Dobrze, by na lokalności się nie skończyło.
Zamierzamy tak przygotowywać sołtyski, żeby szły też wyżej. Kompetencje, w które staramy się je wyposażyć, mogą owocować tym, że będą chciały startować także w wyborach samorządowych, jak nie w najbliższych, to w następnych. Im więcej nabędą kompetencji i pewności siebie, tym większą będą miały odwagę do podejmowania następnych kroków.
Przed jakimi wyzwaniami stają dziś sołtyski?
Jednym z najważniejszych jest umiejętność wykorzystania nowych technologii. Kiedyś sołtysi opierali się wyłącznie na kontakcie bezpośrednim. Dzisiaj musimy podążać za rozwojem technologii i komunikować się z mieszkańcami za pomocą nowych mediów. Widzę to codziennie w praktyce. Gdy napiszę coś na Facebookowej grupie, natychmiast wszyscy się o tym dowiedzą. Gdy roześlę okólnik, niemal nikt go nie przeczyta i informacja do ludzi nie dotrze. Poza tym, pandemia spowodowała, że ludzie zaczęli się zamykać, skupiać na sobie, obojętnieć na to, co dookoła. Niechętnie się angażują. Musimy wyciągać ich z tej próżni i budować nową wspólnotę. Czasami to trochę jak walenie głową w mur, ale wiele sołtysek ma na swoim koncie sukcesy. W moim sołectwie wychodzi to całkiem dobrze. Najważniejsze, to być kreatywnym – inicjować działania, które scalają społeczność - i nie zrażać się: na jedno zebranie przyjdzie pięć osób, na drugie siedem. Trzeba po prostu zrozumieć, że społeczność buduje się powoli. Dla wielu sołtysek dużym wyzwaniem są tzw. nowi mieszkańcy. Szczególnie w sołectwach leżących na obrzeżach metropolii. W ostatnich latach osiedlili się tam ludzie uciekający od miejskiego zgiełku. Na razie często traktują nowy dom jak sypialnię. Musimy znaleźć sposób, jak do nich dotrzeć, zintegrować ze „starą” społecznością i zachęcić do działania na rzecz wspólnoty. Przekonać, by zaczęli traktować nowy dom jako swoje miejsce na ziemi. To duże wyzwanie.
A czego mieszkańcy od pani oczekują?
Bardzo często trafiają do mnie ze sprawami związanymi z infrastrukturą. „Pani kochana, znów rowy melioracyjne się zapchały. Już trzy pisma do gminy wysłałem i nic. Co robić?” Wtedy siadam i pomagam odpowiednio sformułować wniosek czy petycję i zebrać podpisy, jeśli trzeba. Ostatnio pan dzwonił, że nie stać go na sanatorium, a chciał wyjechać, bo ma protezy nóg. Obiecałam, że pójdziemy razem do MOPS i zorientujemy się, co można w tej sprawie zrobić. Ludzie zwracają się do mnie z problemami i konfliktami, z którymi nie mogą sobie poradzić. Rozmawiam nieoficjalnie, staram się nie stawać za żadną stroną, zawsze
próbuję sprawy załatwiać polubownie. Przekonuję ludzi, że skoro wszyscy się znamy, żyjemy po sąsiedzku, to musimy szukać porozumienia, a to wymaga tolerancji wobec innych i kompromisów. Sołtysa ludzie traktują czasem jak pomoc doraźną, jak coś się dzieje, to pierwszy telefon, jaki wykonują. Może coś poradzę. A to słup ogłoszeniowy przestawili i ludzie go nie zauważają, a to przystanek autobusowy chcą przenieść na drugą stronę ulicy. Mieszkańcy często nie wiedzą, w jakich sprawach do kogo się zwrócić. Nie znają kompetencji powiatu ani gminy. Ja jestem od tego, żeby ich reprezentować zarówno u jednych, jak i drugich.
Jakie kompetencje emocjonalne potrzebne są w sprawowaniu takiej funkcji?
Przede wszystkim empatia. Osoba pełniąca funkcje sołtysa musi lubić ludzi, bo jeśli nie, to wcześniej czy później to wyjdzie. Na dłuższą metę ludzi się nie oszuka. Sołtyska musi lubić rozmawiać i umieć słuchać. Powinna być rzecznikiem mieszkańców, ale też swego rodzaju równoważnikiem w ich relacjach z gminą. Dlatego z jednej strony ważna jest asertywność, z drugiej otwartość na kontr argumenty i tolerancyjność wobec odmiennych racji. W trakcie rozmów czasem trzeba postawić sprawę twardo, żeby dopilnować interesów mieszkańców i wywalczyć pewne sprawy. Ważna jest więc nieustępliwość i konsekwencja w działaniu, ale też gotowość do posunięcia się w swoich żądaniach i umiejętność zawierania kompromisów. To jest bardzo trudna rola tłumaczenie mieszkańcom, że budżet nie jest z gumy, a z drugiej strony przekonywanie w gminie, że trzeba budżet powiększyć.
W wielu wsiach, gdy młoda kobieta zostaje sołtyską, to jest rewolucja w świadomości lokalnej. Rewolucja nie bierze jeńców, więc wyobrażam sobie, że na sołtyski spada dużo hejtu. Jak sobie z nim radzicie?
Żeby wspomóc sołtyski psychicznie, zrobiłyśmy szkolenia z radzenia sobie ze stresem. Myślę, że sporym wsparciem jest też zamknięta grupa, którą mamy na Facebooku i na której sobie doradzamy, jak zachowywać się w tego typu sytuacjach. A niestety, zdarzają się nierzadko. Sama ostatnio taką przeżyłam, gdy rzuciłam pomysł sprzątania rzeki i napisałam o tym w mediach społecznościowych. Oponenci od razu się oburzyli: Jak to, mamy sprzątać w niedzielę? I od razu pod postem rozwinęła się zażarta dyskusja – pojawiło się 150 komentarzy. Bardzo mnie to poruszyło: Człowiek sobie żyły wypruwa, żeby zrobić coś dobrego, a zawsze będzie ktoś, komu to się nie podoba. Poza tym, na ogół hejt wynika również z tego, że gdy niektórzy widzą kompetentną kobietę, która ma własne zdanie i nie boi się go wyrażać, od razu starają się udowodnić, że nie nadaje się na stanowisko, jakie
zajmuje. Przy każdej podejmowanej inicjatywie zawsze znajdzie się dwóch, trzech delikwentów, którzy będą szukać dziury w całym. Ja już się do tego przyzwyczaiłam, ale wiem, że takie sytuacje potrafią mocno dotknąć. Dlatego tak bardzo ważne jest wsparcie, jakiego udzielamy sobie na grupie sołtysek. Staramy się pamiętać, że nikt nigdy nie jest w stanie wszystkich zadowolić. Zawsze znajdą się oponenci i osoby, które ich popierają. Ale nie warto się na nich skupiać. Trzeba opierać się na tych, którzy nas wspierają, nie przejmować się, robić swoje i posuwać się naprzód.
Tak już jest: psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Program WzmocniONE jest realizowany od 2018 r. Wspiera działania, które budują świat równej godności płci. Nastawiony jest przede wszystkim na wspieranie kobiet i dziewcząt w realizacji ich potencjału i budowaniu poczucia własnej sprawczości. Do programu można zgłaszać inicjatywy wychodzące naprzeciw systemowym problemom społecznym, jakich doświadczają kobiety. Nie tylko organizacje założone i prowadzone przez kobiety, ale wszystkie osoby, które swoimi działaniami pomagają wzmacniać pozycję kobiet. Ten cel połączył MagoVox i Fundację Ashoka Polska realizujących program. Wsparcie finansowe i merytoryczne w ramach programu otrzymało już 40 inicjatyw. Zrealizowane zostały już cztery edycje Programu.
MagoVox to inicjatywa Małgorzaty Rutkowskiej, która wspiera kobiety i dziewczęta oraz współtworzy społeczność świadomych obywatelek i obywateli. Skupia się na trzech obszarach: Kobieta-Edukacja-Demokracja. Fundacja Ashoka to międzynarodowa sieć innowatorek i innowatorów społecznych, którzy systemowo, twórczo i mierzalnie zmieniają rzeczywistość. Dążą do świata, w którym każda osoba może być twórcą i twórczynią zmian na lepsze.
Więcej informacji na www.wzmocnione.pl, www.magovox.pl, www.ashoka.org
Marta Smejda
Od 2019 r. sołtyska sołectwa Wolbórz. Organizatorka WOŚP w gminie. Inicjatorka pikniku ekologicznego, grupy biegowej, wspólnego sprzątania świata, biegu na 5 km, założenia łąki kwietnej, stacji naprawy rowerów, wiaty sołeckiej. Współzałożycielka
facebookowej grupy Sołtyski, mającej na celu wspieranie i wzmacnianie oraz wspólne inspirowanie się do działania sołtysek z całej Polski. Grupa powstała w 2022 r. i obecnie liczy ponad 1400 członkiń