Menu

Patchwork wsparcia. Chcemy, by ich życie było normalne – mówi Maria Buchanowska (Bukhanovskaia), współzałożycielka i prezeska Patchworku – Stowarzyszenia na rzecz Imigranckich Rodzin Osób z Niepełnosprawnością "Newsweek Psychologia" 3/2023

2 czerwca 2023

Źródło: wywiad dla magazynu "Newsweek Psychologia" 3/2023. Opublikowano za zgodą redakcji.

Fot. Olena Herasym

CYKL: Logo -Wzmocnione, CZYLI ŚWIAT RÓWNEJ GODNOŚCI

Patchwork wsparcia
Trafiają do nas, bo czują się zagubieni i samotni. Lepiej im, gdy znajdą się w gronie rodzin z podobnymi dziećmi i problemami. U nas otwarcie i szczerze mogą mówić o wszystkich trudnościach, z jakimi się mierzą. Chcemy, by ich życie było normalne - mówi Maria Buchanowska (Bukhanovskaia), współzałożycielka i prezeska Patchwork - Stowarzyszenia na Rzecz Imigranckich Rodzin Osób z Niepełnosprawnością, laureatka V edycji Programu WzmocniONE

Rozmawia: Małgorzata Mierżyńska

Małgorzata Mierżyńska: Kto u was szuka pomocy?

Maria Buchanowska: Wspieramy rodziny uchodźców z Ukrainy z dziećmi lub młodymi dorosłymi z niepełnosprawnościami w wieku do 25 lat. Przeważnie głową rodziny są w nich matki.

Jak do was trafiają?

Najczęściej znajdują nas na Facebooku. Po wybuchu wojny napisałyśmy post, że możemy pomóc rodzinom opiekującym się dziećmi z niepełnosprawnościami. Zareagowało na niego ponad 100 osób. Z czasem za pomocą reklamy szeptanej trafiła do nas cała fala potrzebujących. Rodziny znajdują nas również za pośrednictwem polskich organizacji pozarządowych, z którymi współpracujemy, ale zdarzają się przypadki, że kierują ich do nas polskie instytucje państwowe.

Kim są ludzie, którymi się opiekujecie? Co przeszły?

Często mają za sobą różne traumatyczne historie i duży bagaż życiowych doświadczeń, ale zwykle są to rodziny pod opieką energicznych kobiet w wieku 30-50 lat, które miały dużo wewnętrznej siły i determinacji, by pokonać przeciwności i wydostać się z Ukrainy. Matki, które do nas trafiają, to często aktywne kobiety, chętne do działania. Są wśród nich artystki, aktywistki społeczne, wykształcone specjalistki.

Jak te rodziny żyją, mieszkają, czym się zajmują?

Jeżeli towarzyszy im ojciec, to często są w lepszej sytuacji materialnej i mogą wynajmować mieszkanie, bo mężczyzna może pracować i zarabiać. Ale takich rodzin jest niewiele. Większość jest tylko pod opieką kobiet. Wiele osób mieszka u polskich rodzin lub wynajmuje mieszkanie. Ta grupa mieszka w dobrych warunkach. Jednak znaczna część uchodźców mieszka w akademikach. Dla wielu z nich to drastyczna zmiana w życiu. Niektóre rodziny z dziećmi z orzeczoną niepełnosprawnością otrzymują świadczenia pielęgnacyjne – dwa i pół tysiąca złotych miesięcznie i z tego żyją. Tylko nieliczne matki, te które mają kogoś, kto zaopiekuje się dzieckiem, pracują. Większość potrzebuje więc stałego wsparcia z mieszkaniem, odzieżą, żywnością, środkami sanitarnymi i higienicznymi. Blisko współpracujemy z ONZ, PCK i innymi organizacjami charytatywnymi, dzięki którym nasi podopieczni otrzymują szybko potrzebną pomoc.

Czego potrzebują najbardziej?

Sprzętu rehabilitacyjnego. To jeden z największych problemów, z jakimi się borykamy. Naszych podopiecznych na niego nie stać. Stale więc poszukujemy sponsorów.

Jakiego rodzaju niepełnosprawności przeważają wśród osób, które wspieracie?

Najwięcej mamy dzieci z autyzmem i porażeniem mózgowym. Niektóre mogą uczęszczać do szkół integracyjnych, ale są też dzieci z niepełnosprawnością sprzężoną, które mają problemy ze wzrokiem i z poruszaniem się, a na dodatek nie są na wymaganym poziomie intelektualnym. One nie kwalifikują się nawet do szkół specjalnych i wymagają całodobowej
indywidualnej opieki. Wiele naszych dzieci cierpi na różnego rodzaju mutacje genetyczne czy ciężkie choroby rzadkie. Wszystkie wymagają stałej rehabilitacji.

Jak taka drastyczna zmiana życiowa na nie wpływa?

To ogromny stres. Czasami następuje regres w rozwoju. Dzieci, które już samodzielnie korzystały z toalety, znowu zaczynają się moczyć. Inne stają się agresywne albo przestają się odzywać. Jeszcze inne cofają się w rozwoju werbalnym. Nieznany język sprawia, że zamykają się i izolują od obcego świata. Dzieci z autyzmem bardzo źle reagują na zmiany. Chcą wrócić do domu, do swojego psa czy kota, których nie mogły zabrać ze sobą.
Z drugiej strony przed dziećmi otwierają się tutaj nowe możliwości. W Ukrainie nie miały możliwości, by chodzić do szkoły, a w Polsce mogą trafić do szkoły specjalnej. Mamy trudnych przedszkolaków z niepełnosprawnością sprzężoną, które w Krakowie po raz pierwszy poszły do przedszkola, a kilku podopiecznych w wieku dwudziestu kilku lat po raz pierwszy znalazło się w szkole. Są rodziny, które otrzymały tu wysokiej jakości sprzęt rehabilitacyjny, o którym w Ukrainie mogły tylko marzyć.

Co słyszycie od rodzin, gdy do was trafiają?

Pierwsze spotkanie robimy ze specjalistką od pracy z rodzinami. Wtedy dowiadujemy się o ich sytuacji życiowej. Mieliśmy na przykład samotną matkę z bardzo trudnym dzieckiem autystycznym z ADHD. Kobieta sama próbowała sobie ze wszystkim radzić. Pomogliśmy jej znaleźć mieszkanie, a dziecko umieścić w przedszkolu. Była bardzo energiczna, ale wyjątkowo zamknięta w sobie. Gdy w końcu udało mi się z nią porozmawiać, dowiedziałam się, że przed przyjazdem do Krakowa była żołnierką i wraz z mężem walczyła na froncie od 2014 roku. Któregoś razu, gdy poprosiłam ją o dowód męża, bo był potrzebny do tłumaczenia aktu urodzenia dziecka, dowiedziałam się, że owszem – dowód mogę zobaczyć, ale mąż właśnie zginął.
Inna z naszych podopiecznych ma trójkę dzieci, w tym jedno z autyzmem. Mąż walczy na froncie. Nie widziała go już rok. Wszyscy zostawili w Ukrainie rodziny, rodziców. Niemal co dzień ktoś dowiaduje się, że właśnie zginął ktoś z bliskich, albo że jego dom został zbombardowany. Mieliśmy rodzinę z dzieckiem w stanie paliatywnym. Matka cały czas rozpaczała, że umrze daleko od domu i że ona sobie z tym nie poradzi. W końcu zdecydowali się wrócić do ojczyzny. Często zdarzają się takie rzeczy, że nie wiesz, jak zareagować. Temat śmierci w rozmowach jest stale obecny.

Jak sobie radzą? Chcą o tym rozmawiać?

Bardzo rzadko. Próbowałyśmy organizować poradnictwo psychologiczne, w nurcie psychoterapii narratywnej, mamy ofertę terapii kognitywno-behawioralnej, ale nie było wielu chętnych. Nie mają motywacji albo takiego doświadczenia. W Ukrainie to nie jest
popularne. Tłumaczą, że nie mają czasu. Ja jednak myślę, że to chyba wynika ze strachu. Obawiają się może, że jak zaczną mówić o swoich problemach, to się nie skończy, fala koszmarów ich zaleje. Z drugiej strony borykają się z tak wieloma podstawowymi
problemami materialnymi i mieszkaniowymi, że pomoc psychologiczna nie jest dla nich priorytetom.

Z jakimi problemami w takim razie do was przychodzą?

Czasami trafiają do Patchwoku, bo czują się po prostu zagubieni i samotni. Lepiej im, gdy znajdą się w gronie rodzin z podobnymi dziećmi i problemami. U nas otwarcie i szczerze mogą mówić o wszystkich trudnościach, z jakimi się mierzą. Czasami otwierają się na tyle, by pójść na wycieczkę do muzeum czy zapisać na kurs ze stylistką.

Co jest dla nich w Polsce najtrudniejsze?

Trudno im zrozumieć wasze procedury uzyskania świadczeń w związku z niepełnosprawnością. W Ukrainie mamy inny system, a tu mają jeszcze do czynienia z barierą językową. Ja mieszkam w Polsce już trzy lata i mówię po polsku, ale gdy otrzymuję pismo z ZUS-u, dzwonię do księgowej, by mi wytłumaczyła, o co w nim chodzi. Język urzędowy jest dla mnie nie do przejścia.

W jaki sposób ich wspieracie obok pomocy materialnej?

Przede wszystkim w przebrnięciu przez procedury w celu uzyskania orzeczenia o niepełnosprawności. Jeśli rodziny próbują to zrobić samodzielnie, często zajmuje im to ponad pół roku. Z nami jest znacznie szybciej. Pomagamy w umawianiu wizyt lekarskich. Organizujemy różne warsztaty, konsultacje dotyczące poszukiwania pracy. Największym powodzeniem cieszą się rzeczy praktyczne.

Jakich praktycznych umiejętności ich uczycie?

Przede wszystkim pisania cv. Pomagamy w znalezieniu pracy. Proponujemy różne aktywności wytchnieniowe i rozwijające hobby – np. warsztaty z robienia ozdób wielkanocnych, prowadzimy kursy języka polskiego i angielskiego. W kwietniu rozpoczęliśmy projekt produkcji  zabawek sensorycznych i drobnego sprzętu rehabilitacyjnego. Nasi podopieczni będę mogli otrzymać go bezpłatnie, a koszty produkcji poniosą sponsorzy. Robimy też projekty kulturalne – wspólne wyprawy do muzeów czy na wystawy. To też pretekst, by pobyć razem, oswajać się z polskimi realiami, bo mamy rodziny, które mimo tego, że już rok
mieszkają w centrum Krakowa, nie wyszły poza najbliższą okolicę. Nie znają miasta, nie wiedzą, jak się po nim poruszać.

Dlaczego? Nie widzą takiej potrzeby, czy z innych powodów?

Być może mają w sobie wewnętrzny strach. To takie imigranckie doświadczenie, które trudno wytłumaczyć. Przeżywasz je niezależnie od stopnia wykształcenia czy miejsca pochodzenia. Ja na przykład jestem nauczycielką filozofii i pedagogiki specjalnej, pochodzę z dużego miasta i nigdy nie miałam problemów w relacjach z innymi. A kiedy przyjechałam do
Polski, nie znałam języka i nie mogłam się porozumieć. Każde wyjście „do ludzi” czy po zakupy oznaczało dla mnie wielki stres. Często wolałam obyć się bez jakichś rzeczy, niż przechodzić gehennę przy kupowaniu. Dużo czasu zajęło mi, by zrozumieć, jak się kupuje bilety, jakie są ich rodzaje, komu przysługują jakie ulgi. A po wybuchy wojny przyjechało tu wiele rodzin, które uciekły z miasteczek i wiosek. To ludzie, którzy nigdy nie byli w dużym mieście, nie jeździli tramwajem, nie używali aplikacji. Gdy znaleźli się w Polsce, to był dla nich duży szok. Próbujemy ułatwiać im te nowe doświadczenia.

Jaki macie główny cel na najbliższy okres?

Chcemy, by życie rodzin z Krakowa i Małopolski, którymi się opiekujemy - a jest ich obecnie około 180 i ta liczba stale rośne - było normalne. Chcemy ułatwić im adaptację. Oprócz pomocy doraźnej - naszym największym marzeniem jest budowa domu z mieszkaniami dla młodych dorosłych z niepełnosprawnościami sprzężonymi, w którym mogłyby funkcjonować
samodzielnie. Chcemy też ruszyć z przedsiębiorstwem społecznym, w którym mogłyby pracować ukraińskie matki dzieci z niepełnosprawnością.

Logo -Wzmocnione

Program WzmocniONE jest realizowany od 2018 r. Wspiera działania, które budują świat równej godności płci. Nastawiony jest przede wszystkim na wspieranie kobiet i dziewcząt w realizacji ich potencjału i budowaniu poczucia własnej sprawczości. Do programu można zgłaszać inicjatywy wychodzące naprzeciw systemowym problemom społecznym, jakich doświadczają kobiety. Nie tylko organizacje założone i prowadzone przez kobiety, ale wszystkie osoby, które swoimi działaniami pomagają wzmacniać pozycję kobiet. Ten cel połączył MagoVox i Fundację Ashoka Polska realizujących program. Wsparcie finansowe i merytoryczne w ramach programu otrzymało już 40 inicjatyw. Zrealizowane zostały już cztery edycje Programu.

MagoVox to inicjatywa Małgorzaty Rutkowskiej, która wspiera kobiety i dziewczęta oraz współtworzy społeczność świadomych obywatelek i obywateli. Skupia się na trzech obszarach: Kobieta-Edukacja-Demokracja. Fundacja Ashoka to międzynarodowa sieć innowatorek i innowatorów społecznych, którzy systemowo, twórczo i mierzalnie zmieniają rzeczywistość. Dążą do świata, w którym każda osoba może być twórcą i twórczynią zmian na lepsze.

Więcej informacji na www.wzmocnione.pl,  www.magovox.pl, www.ashoka.org

Maria Buchanowska (Bukhanovskaia)
Rosjanka, większość życia mieszkała w Petersburgu. W lutym 2015 r. przeprowadziła się do Kijowa ze względu na politykę Rosji w stosunku do Ukrainy. W 2019 r. z powodów zawodowych wraz z rodziną przeprowadziła się do Krakowa. Z wykształcenia nauczycielka filozofii i pedagożka specjalna. Od 2008 r. pracuje z dziećmi z niepełnosprawnością i ich rodzinami. W 2020 r. założyła i prowadziła w Krakowie bezpłatną grupę wsparcia dla matek-imigrantek z dziećmi z niepełnosprawnością. Z tej grupy wyrosło Stowarzyszenie „Patchwork”, w zarządzie którego wraz z Marią jest pięć imigrantek-matek dzieci z niepełnosprawnością. Od 2019 r. prowadzi w Krakowie klub filozofii i spotkania poetyckie dla kobiet-imigrantek