TROJANKI czyli rzecz o kobietach kiedyś i dziś

Kiedy piszę te słowa - jeszcze trudno zebrać myśli i zagłuszyć głośno bijące serce.
Chcę jednak, by to emocje prowadziły dzisiejszy tekst, bo one najlepiej oddają to, co się wczoraj wydarzyło.
Choć piszę to jedna ja - Ela, mam głębokie przekonanie, że piszę w imieniu moich Magovoxowych towarzyszek - ulubionych Małgorzat, bo wszystkie trzy ukradkiem ocierałyśmy łzy i zaniemówiłyśmy z emocji, poruszone do samego rdzenia kręgowego.
Byłyście / byliście kiedyś na spektaklu, koncercie, jakimś innym wydarzeniu kulturalnym, po którym miałyście/mieliście wrażenie, że nic już nie będzie takie samo?
NIC?
Ja byłam wczoraj.
Między 18:00 a 19:30, na małej scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej mój świat się zatrzymał i nie chciał iść dalej…
A wszystko dzięki kooperacji projektowo - artystycznej Theama Inclusive Theatre z Grecji, Teatro Gato Escaldado z Portugalii oraz Stowarzyszenia Teatr Grodzki z Polski, realizowanej w ramach projektu “D.I.V.A’ współfinansowanego przez Program Kreatywna Europa Unii Europejskiej.
…
Wyobrażam sobie, że kiedy Eurypides pisał swoje Trojanki, nie przypuszczał nawet, jak aktualna (tysiące lat później!) będzie tematyka jego dramatu.
Dramat Trojanki. Rzecz jest o losach kobiet, które po upadku Troi stają się łupem zwycięskich Achajów.
Zagubione, przestraszone, postawione TU i TERAZ przed sytuacją graniczną, jaką jest fakt pojmania i wzięcia do niewoli.
Każda z nich ma imię, historię.
Każda próbuje radzić sobie w tej nowej i strasznej sytuacji.
Wszystkie krzyczą, że nie oszalały…
A potem pojawiają się nawiązania do DZIŚ - nie tylko do okrutnej wojny, która mając swoje źródło w człowieku, sieje spustoszenie i złowrogą ciszę pustki.
Ale i do codziennej przemocy, ofiarą której padają kobiety. Do sprośnych komentarzy wykładowcy, przełożonego, na temat naszego ubioru, obleśnych “macanek” w autobusie, długich, niebezpiecznych i mrożących krew w żyłach męskich spojrzeń.
I wreszcie - lalki użyte w spektaklu. Wykonane własnoręcznie przez aktorów, bolesne symbole uprzedmiotowienia kobiet (wtedy? dziś?).
W cudzych rękach, bezwolne, prowadzone drogą, której same nie chcą… nieme i nieobecne…
Jak daleko jesteśmy od siebie, jak bardzo nie odrabiamy lekcji historii, skoro powstała w V w p.n.e. (piątym!) wciąż nawiązuje do sytuacji z wczoraj, dziś i niestety jutra?
Kim jesteśmy jako ludzie? Tymi, co szczycą się myśleniem, dorobkiem nauki i przeciwstawnym kciukiem, czy jednak nierefleksyjnymi uzurpatorami, którzy muszą zniszczyć drugiego, by poczuć się lepiej ze sobą?
(Kiedy piszę ten tekst - media donoszą o wzajemnych atakach Rosji/Ukrainy, oraz o rakiecie Hamasu wystrzelonej w kierunku Izraela.)
I jeszcze jedno, choć w kontekście całej sztuki, wydaje się być mniej istotne. Część aktorek/ aktorów Trojanek to osoby z niepełnosprawnością. Ale szczerze?
Grają tak dobrze, pełnie, profesjonalnie, że całą sobą/ całym sobą jesteś przy postaciach, które odgrywają, nie widząc niczego innego. A zwłaszcza tej niepełnosprawności. Co w moim przekonaniu świadczy tylko o doskonałości gry aktorskiej.
Tym bardziej - GRATULACJE!
Maria Schejbal-Cytawa, Stowarzyszenie Teatr Grodzki - dziękujemy za zaproszenie! To była SZTUKA przez duże S, z - jak przystało na grecki dramat - katharsis na końcu. I tysiącem myśli dnia następnego.
Ps. Poza spektaklem, miałyśmy cudowne spotkania ze wspaniałymi kobietami. Ale o tym następnym razem.