Menu

TROJANKI czyli rzecz o kobietach kiedyś i dziś

27 sierpnia 2024

Kiedy piszę te słowa - jeszcze trudno zebrać myśli i zagłuszyć głośno bijące serce. 

Chcę jednak, by to emocje prowadziły dzisiejszy tekst, bo one najlepiej oddają to, co się wczoraj wydarzyło.

Choć piszę to jedna ja - Ela, mam głębokie przekonanie, że piszę w imieniu moich Magovoxowych towarzyszek - ulubionych Małgorzat, bo wszystkie trzy ukradkiem ocierałyśmy łzy i zaniemówiłyśmy z emocji, poruszone do samego rdzenia kręgowego.   

Byłyście / byliście kiedyś na spektaklu, koncercie, jakimś innym wydarzeniu kulturalnym, po którym miałyście/mieliście wrażenie, że nic już nie będzie takie samo?

NIC?

Ja byłam wczoraj. 

Między 18:00 a 19:30, na małej scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej mój świat się zatrzymał i nie chciał iść dalej… 

A wszystko dzięki kooperacji projektowo - artystycznej Theama Inclusive Theatre z Grecji, Teatro Gato Escaldado z Portugalii oraz Stowarzyszenia Teatr Grodzki z Polski, realizowanej w ramach projektu “D.I.V.A’ współfinansowanego przez Program Kreatywna Europa Unii Europejskiej.

Wyobrażam sobie, że kiedy Eurypides pisał swoje Trojanki, nie przypuszczał nawet, jak  aktualna (tysiące lat później!) będzie tematyka jego dramatu.

Dramat Trojanki. Rzecz jest o losach kobiet, które po upadku Troi stają się łupem zwycięskich Achajów. 

Zagubione, przestraszone, postawione TU i TERAZ przed sytuacją graniczną, jaką jest fakt pojmania i wzięcia do niewoli. 

Każda z nich ma imię, historię. 

Każda próbuje radzić sobie w tej nowej i strasznej sytuacji. 

Wszystkie krzyczą, że nie oszalały…

A potem pojawiają się nawiązania do DZIŚ - nie tylko do okrutnej wojny, która mając swoje źródło w człowieku, sieje spustoszenie i złowrogą ciszę pustki.

Ale i do codziennej przemocy, ofiarą której padają kobiety. Do sprośnych komentarzy wykładowcy, przełożonego, na temat naszego ubioru, obleśnych “macanek” w autobusie, długich, niebezpiecznych i mrożących krew w żyłach męskich spojrzeń.

I wreszcie - lalki użyte w spektaklu. Wykonane własnoręcznie przez aktorów, bolesne symbole uprzedmiotowienia kobiet (wtedy? dziś?). 

W cudzych rękach, bezwolne, prowadzone drogą, której same nie chcą… nieme i nieobecne…

Jak daleko jesteśmy od siebie, jak bardzo nie odrabiamy lekcji historii, skoro powstała w V w p.n.e. (piątym!) wciąż nawiązuje do sytuacji z wczoraj, dziś i niestety jutra?

Kim jesteśmy jako ludzie? Tymi, co szczycą się myśleniem, dorobkiem nauki  i przeciwstawnym kciukiem, czy jednak nierefleksyjnymi uzurpatorami, którzy muszą zniszczyć drugiego, by poczuć się lepiej ze sobą?

(Kiedy piszę ten tekst - media donoszą o wzajemnych atakach Rosji/Ukrainy, oraz o rakiecie Hamasu wystrzelonej w kierunku Izraela.)

I jeszcze jedno, choć w kontekście całej sztuki, wydaje się być mniej istotne. Część aktorek/ aktorów Trojanek to osoby z niepełnosprawnością. Ale szczerze? 

Grają tak dobrze, pełnie, profesjonalnie, że całą sobą/ całym sobą jesteś przy postaciach, które odgrywają, nie widząc niczego innego. A zwłaszcza tej niepełnosprawności. Co w moim przekonaniu świadczy tylko o doskonałości gry aktorskiej. 

Tym bardziej - GRATULACJE!

Maria Schejbal-Cytawa, Stowarzyszenie Teatr Grodzki - dziękujemy za zaproszenie! To była SZTUKA przez duże S, z - jak przystało na grecki dramat - katharsis na końcu. I tysiącem myśli dnia następnego.  

Ps. Poza spektaklem, miałyśmy cudowne spotkania ze wspaniałymi kobietami. Ale o tym następnym razem.